Szukałem odpowiedniego zdjęcia i chyba nie ma lepszego do takiego tytułu, jak lubelski Ziutek. Dziś bowiem – w ramach transportowej ciekawostki i lekkiej odskoczni od tematów inwestycji, przetargów, zmian w sieciach komunikacyjnych – przyjrzymy się jednemu z najciekawszych (przynajmniej moim zdaniem!) językowych regionalizmów współczesnej Polski. Badaniem takich osobliwości zajmuje się Michał Świetliński, który tym razem wziął na tapet mniej popularny środek transportu miejskiego.
Bądźmy uczciwi – dla przeciętnego mieszkańca Polski to pojazd zza światów. Jak Yeti, niby gdzieś w kraju jest, ale się go nie widziało. Jednak tam, gdzie trolejbusy nie stały się jedynie muzealnym eksponatem, mieszkańcy mówią o nich po prostu: trajtek. Ponieważ prezentując wyniki badania, Michał określił je mianem „archaicznych” środków transportu, to – ze względu na to, że same się nie obronią – mogę napisać, że rola trolejbusów we współczesnych systemach transportowych w obliczu ekspansji autobusów elektrycznych to temat na – co najmniej – pracę magisterską.
Językowa mapa trzech bastionów
Jak podkreśla autor badania, sprawa ze słowem trajtek jest o tyle niezwykła, że jego współczesne użytkowanie na mapie Polski pokrywa się niemal jeden do jednego z trzema jedynymi sieciami trolejbusowymi, które przetrwały w naszym kraju. Dodaje później, że słowo to znajdziemy co prawda w Wielkim słowniku języka polskiego z adnotacją „potoczne”, ale w praktyce używają go niemal wyłącznie ci, którzy faktycznie mają okazję takim pojazdem podróżować.
Jak wygląda językowa geografia trajtka?
- Lubelszczyzna: To tutaj słowo wyszło najdalej poza same granice stolicy województwa. Trajtek jest pojęciem powszechnym i naturalnym także dla mieszkańców Świdnika czy Łęcznej.
- Trójmiasto i Małe Trójmiasto Kaszubskie: Wokół Gdyni słowo naturalnie funkcjonuje w Sopocie oraz w Rumi i Redzie. Co ciekawe, nieco dalej – w Wejherowie – trajtek już się nie przyjął, co dobrze pokazuje, jak precyzyjnie granice języka potrafią podążać za trasami linii komunikacyjnych.
- Śląsk: W Tychach trajtek stał się słowem niemal endemicznym – swoistym „tyszanizmem”. W sąsiednich powiatach (mikołowskim czy bieruńsko-lędzińskim) używa się go znacznie rzadziej, co czyni z niego wyrazisty wyróżnik lokalnej tożsamości i jest tym bardziej ciekawe, że tamtejszy system transportowy spaja przecież Metropolia Górnośląsko-Zagłębiowska i miejscowy ZTM.

źródło: Michał Świetliński, Świetlan Maps
Ślady znajomości trajtka można wciąż spotkać u mieszkańców Słupska. Trolejbusy kursowały tam do kryzysu na przełomie wieków (sieć zlikwidowano w 1999 roku), ale językowa pamięć okazała się trwalsza niż miedziane przewody nad jezdnią. Mnie zastanawia jeszcze Warszawa, gdzie trolejbusy kursowały na linii do Piaseczna do 1995 roku, ale w tym przypadku zapewne efekt skali miasta i znacznej liczby przyjezdnych od końca XX wieku roku zrobił swoje.
Czas na bimby i bany?
Słowo trajtek pokazuje, jak infrastruktura miejska potrafi kształtować codzienną polszczyznę. Gdy dany środek transportu staje się niszą, tworzy wokół siebie zamkniętą społeczność użytkowników – z własnym, ciepłym określeniem na pojazd, który codziennie dowozi do pracy czy szkoły.
Trolejbusy mają swój wyrazisty, choć kameralny mikroklimat. Ale przecież świat transportowych regionalizmów na tym się nie kończy, co sam autor badania zauważa i dodaje, że następnym razem warto będzie przyjrzeć się znacznie bardziej popularnym, choć równie lokalnym określeniom na szynowego brata trajtka – poznajskim bimbom i bimbajom czy śląskim banom. Czekam z niecierpliwością!





























